|
|

Bardzo lubimy być w "prawdziwym"
lesie, lub mieć gdzieś w pobliżu naszego domu kawałek zielonej,
żywej przyrody.
I tak często jest - w Gdyni jest wiele zieleni. Posadzili ją
nasi dziadkowie i ojcowie, a także my sami. Gdy patrzymy na
duże drzewa w mieście - patrzymy na efekty ich i naszej pracy.
To, że na Ziemi kiedyś urosły drzewa, pozwoliło ludziom w prastarych
czasach zbudować pierwsze schronienia, ogrzać je i przygotować
ciepły posiłek. Gdzieś tam głęboko w środku, czujemy jakiś rodzaj
szacunku dla wielkich drzew. Do dzisiaj sadzi się lipę, gdy
Bóg da córkę a dęba, gdy syna. Sadzenie drzew wzdłuż miejskiej
ulicy czy drogi, naśladuje założenia dworskie, gdzie obsadzanie
traktu drzewami było czynnością na wpół magiczną, mającą przynieść
pomyślność.
To dlatego mamy al. Zwycięstwa - ładną aleję dojazdową do śródmieścia
z niegdyś strzelistymi topolami, teraz obciętymi w 1/3 wysokości.
W mieście jest wiele miejsc z lipami obsypanymi kwiatami, a
jesienią oczy nasycić można niebywałymi kolorami klonów, brzóz
i jesionów z wkomponowaną weń roślinnością niższą. Drzewa te
w krajobrazie architektury miejskiej wprowadzają spokój i harmonię,
kształtują sylwetę architektoniczną miasta. Odradzanie się życia
wiosną, bujność lata i nostalgia jesieni dzieją się na naszych
oczach. Zimą, śnieg leżący na ciemnych gałązkach i konarach,
w świetle miejskiego oświetlenia, podkreśla poważne piękno drzew
z ich naturalnymi koronami.
Nie do podważenia jest dobroczynne oddziaływanie rosnących w
miastach drzew na zdrowie ludzi. Zachwyt wzbudza widok kwitnącej
"bombki" lipy drobnolistnej. Ich gałęzie co roku kołyszą gniazda
sikor, kowalików, grzywaczy, kawek, srok, kosów i wielu innych
skrzydlatych śpiewaków uwijających się na naszych. W dziuplach
miejskich drzew żyją wiewiórki i sowy. Zimą, na kępkach jemioły,
zjadając szkliste jagody, żerują goście z północy - jemiołuszki,
z charakterystycznym czubkiem na głowie. Wbrew laickim, niemądrym
opiniom, jemioła nie szkodzi drzewom - naturalnie współżyje
z drzewami w przyrodzie. Może właśnie dla jemiołuszek?
O miejskie drzewa trzeba dbać, a sztuka pielęgnacji drzewa ozdobnego
(co oznacza: innego niż owocowe), polega na uformowaniu typowo
dla danego gatunku zbudowanej korony w okresie, gdy
drzewko rośnie w szkółce i tuż po posadzeniu. Unika
się w ten sposób wad w budowie korony, niekorzystnych rozwidleń,
czy zaburzeń statyki drzewa wywołanych nierównomiernym rozwojem
korony.
W przypadku dużych drzew ozdobnych cięcia w koronie powinno
się wykonywać w wyjątkowych przypadkach
- w trakcie tych prac usuwa się wyłącznie pędy, gałęzie i konary
z powodów kolizyjnych i te, które są suche, chore lub połamane.
To wszystko.
W ciągu ostatnich kilku lat w Polsce, wraz z zastanawiającym
wzrostem lekceważenia naszej historii, tradycji, kultury, czyli
po prostu naszych korzeni, pojawiło się zjawisko ogławiania
i deformowania drzew.
Dr Michał Buliński, botanik, członek Polskiego Klubu Ekologicznego:"To,
co się dzieje w Gdyni i w Polsce z przydrożnymi i miejskimi
drzewami, nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. To jest zwykłe
okaleczanie drzew, nierzadko prowadzące do ich uśmiercenia."
Jak do tego doszło? Art. 47e ustawy o ochronie przyrody, zobowiązuje
władających nieruchomościami do utrzymywania we właściwym stanie
drzew oraz krzewów rosnących na nich. Przepisy nie precyzują,
co należy rozumieć pod określeniem "właściwy stan drzew".
I stało się! Na naszych oczach, w ciągu godziny pracy
piły spalinowej zamienia się piękne, majestatyczne
zdrowe drzewo - w drzewo chore.
Popatrzmy wokół siebie - ta plaga dotarła wszędzie
i gdzie by nie pojechać w Gdyni, wszędzie można znaleźć drzewa
z uszkodzonymi koronami lub kikuty drzew bez koron! Zauważmy,
że naturalnie rosnące drzewa w miastach przez stulecia człowiekowi
nie przeszkadzały. A od kilku lat okazuje się, że absolutnie
niezbędna jest "pielęgnacja" polegająca wyłącznie na amputacji
i pozostawiająca kaleki. Coraz częściej żyjemy wśród kadłubków
pni, albo drzew okaleczonych i straszących sterczącymi kikutami
gałęzi - tu odbyło się bezwzględne, niszczące i nierozumne uderzenie
w elementarne nasze potrzeby przebywania w ładnym, zdrowym otoczeniu.
Drobne gałęzie przetwarzane są na miejscu przez maszynę na zrębki
- surowiec do produkcji płyt wiórowych lub pieców trocinowych,
a z grubszych robi się drewno opałowe. To niesłychane, ale drzewa
miejskie są źródłem poważnych ilości drewna opałowego i zrębków!
To nam, mieszkańcom Gdyni zabrano te drzewa. Każde drzewo usunięte
lub okaleczone w organizmie miejskim, jest stratą dla każdego
z nas z osobna. Dotyczy nas wszystkich. Człowiek potrzebuje
w swoim otoczeniu naturalnego piękna przyrody. Tam, gdzie jest
obraz jak po katastrofie ekologicznej, czuje się bardzo źle.
Czy można kupką papierowych pieniędzy zapłaconych pilarzom,
zastąpić widok dużego, zdrowego drzewa? Popatrzmy uważnie
na drzewa "prowadzone" przez pilarzy. Gdy patrzymy na te kikuty
gałęzi lub kadłubki drzew, czyż nie przychodzą nam skojarzenia
z nędznym bytem, biedą, chorobą i z kalectwem? I odwrotnie,
gdy patrzymy na bujne miejskie drzewo pięknie ukształtowane
przez przyrodę, to ten zachwycający widok kojarzy się nam z
wolnością, zdrowiem, pięknem i siłą. Porównajmy. Czyż jest
inaczej?!
To za pieniądze z naszych podatków, z naszych kieszeni, zamienia się
nasz gdyński krajobraz z jego architekturą i drzewami, w krajobraz
klęski i choroby.
Towarzystwo Ochrony Krajobrazu i Polski Klub Ekologiczny od
miesięcy przedstawiają rzeczowe argumenty i rozmawiają z przedstawicielami
Urzędu Miejskiego w Gdyni, w tym również dwukrotnie z prezydentem
miasta. Nic nie zatrzymało procederu rujnowania drzew w mieście!
Także dzisiaj, 22 kwietnia 2004 roku o godz. 14.oo na ul. Legionów,
spotkaliśmy przyczepę wypełnioną po brzegi zrębkami i drewnem
opałowym! Od kilku dni jest "prawdziwa wiosna" i pękają
pąki liści i kwitną śliwy.
Nie zgadzajmy się na to barbarzyństwo!
Czas na inicjatywę obywatelską. Naszą!
Nie zgadzajmy się na ten okropny, nie mający usprawiedliwienia
i żadnego uzasadnienia proceder, dopóki jeszcze trochę starych,
nieskancerowanych drzew zostało. Straszących kikutów przybywa
z każdym dniem. Drzewa są rżnięte piłami również latem w okresie
kwitnienia. Nie oszczędzono dwóch pomników przyrody! Ludzie,
którzy to robią w Gdyni, po stokroć wykazali, że są w stanie
konsekwentnie, dzień po dniu, działać na szkodę naszego miasta,
przyrody w nim i społeczności ludzi tu żyjących. Zgadzając się
na takie traktowanie drzew, uczymy nasze dzieci, że naturę wolno
okaleczać i niszczyć. Wiele szkół otoczonych jest drzewami z
pociętymi koronami. To, jak wyglądają te drzewa - potworki,
wśród których żyjemy w Gdyni, jest tragiczną pomyłką.
To trawę należy przycinać, by bujniej rosła - nie drzewa!
Raz przycięte drzewo, już na zawsze pozostanie kalekie. Ta nieludzka
choroba ogławiania drzew rozpełzła się w ciągu ostatnich lat.
Nasi sąsiedzi - Czesi, Słowacy, Ukraińcy, Litwini czy Szwedzi
są od niej wolni.
Nie zgadzajmy się na nieludzkie ogławianie drzew! Osobiście
protestujmy z całych sił! Jeszcze jest co ratować. Przecież każdy z nas ma jakieś drzewo za oknem. Mamy prawo
do tego, by zielone płuca Gdyni były zdrowe i bujne. Mamy prawo do tlenu, do oddechu wśród zdrowych,
niepokaleczonych drzew.
Zenon Kruczyński - Towarzystwo
Ochrony Krajobrazu
Powrót do góry
Drzewa miejskie i przydrożne
W ciągu ostatnich kilku lat nasiliło się wyniszczanie drzew z terenów zieleni i zadrzewień w rozumieniu ustawy o ochronie przyrody z dnia 16 kwietnia 2004 r. Dz. U. Nr 92 poz. 880 z 2004 r., czyli drzew miejskich i przydrożnych – przyrody tuż za naszymi oknami.
Jest to specyficznie polskie zjawisko, obecnie nieznane w Europie.
Pospolitą praktyką jest amputowanie gałęzi i konarów drzew "dla ich zdrowia", co nie mieści się w wiedzy dendrologicznej i pojęciach zdrowego rozsądku. Masowo okalecza się drzewa miejskie i przydrożne w imię "pielęgnacji" lub całkowicie wycina się aleje, pozostawiając po sobie ponury obraz klęski ekologicznej. Decydenci zasłaniają się nieprzemyślanym, impulsywnym i sloganowym argumentem dbałości o zdrowie i życie kierowców. Skąd czerpią wiedzę, że wycięcie alej poprawi akurat w Polsce bezpieczeństwo na drogach? Nie ma na to żadnego zbadanego potwierdzenia! Doświadczenia sąsiadów mówią inaczej – Niemcy jakiś czas temu wycofali się z podobnego procederu w swoim kraju. W ostatnich latach uruchomili szeroko zakrojone, kosztowne działania naprawcze – restytucję 700 km alej przydrożnych i odnowę drzew w miastach po nieodpowiedzialnym okresie "pielęgnacji" i wycinkach alej przydrożnych.
Obecnie w Polsce na drzewa w miastach i poza nimi, nie mają praktycznie żadnego wpływu: konserwator przyrody, botanik, przyrodnik, dendrolog, ogrodnik, ekolog, architekt, urbanista i minister środowiska. Krajobraz za naszymi oknami kształtują ludzie z piłami. To oni decydują. W kraju od kilku lat rośnie popyt na drewno. Ceny znacznie wzrosły. Ludzie dla zysku odważyli się sięgnąć po drzewa z terenów zieleni i zadrzewień. Z przydrożnych alej znikają lipy, topole, jesiony, dęby – na opał i do tartaków. Bywa, że pieniądze przechodzą z ręki do ręki i nie ma faktur. Jak lawina poszerza się bezprawie na skalę kraju. Według codziennych, szacunkowych obserwacji, tylko z terenu Gdyni pozyskuje się rocznie conajmniej ok. 1000 m3 drewna użytkowego.
W Lasach Państwowych jest straż leśna, która każdą kradzież ściga. Drzewa z przydrożnych alej i miast są praktycznie bezpańskie, chociaż pozyskane z terenów zieleni i zadrzewień zarządzanych przez jednostki skarbu państwa, są własnością tegoż skarbu państwa ze wszystkimi tego prawnymi konsekwencjami.
Wielką wartością niezbywalną dla ludzi jest np. powietrze i woda płynąca w strumieniach i rzekach. Taką wartością jest również krajobraz w którym żyjemy – drzewa w miastach i poza nimi kształtują go w oczywisty sposób. W Polsce postępuje głęboko penetrujące, trwałe wyniszczanie tego ogólnoludzkiego dobra.
Stanowisko Polskiego Klubu Ekologicznego i Towarzystwa Ochrony Krajobrazu
W najwyższym stopniu zaniepokojeni nasilającym się wyniszczaniem drzew z terenów zieleni i zadrzewień w rozumieniu ustawy o ochronie przyrody z dnia 16 kwietnia 2004 r. Dz. U. Nr 92 poz. 880 z 2004 r., przedstawiamy stanowisko PKE i TOK w sprawie drzew miejskich i przydrożnych. Nasze stanowisko podzielane jest przez inne organizacje pozarządowe w Polsce, które aktywnie włączyły się w kampanię dla drzew miejskich i przydrożnych.
Jest to specyficznie polskie zjawisko, nieznane np. w Szwecji, na Słowacji, w Anglii tam drzewa nie są nieodpowiedzialnie niszczone. Niemcy jakiś czas temu wycofali się z podobnego procederu w swoim kraju. W ostatnich latach uruchomili szeroko zakrojone, kosztowne działania naprawcze – restytucję 700 km alej przydrożnych i odnowę drzew w miastach po nieodpowiedzialnym okresie "pielęgnacji" i wycinkach alej przydrożnych.
W opiniach ekspertów - dendrologów, żadne drzewo nie potrzebuje dla swojego zdrowia i fizjologii tzw. "pielęgnacji". Amputowanie gałęzi i konarów drzew "dla ich zdrowia" nie mieści się w pojęciach zdrowego rozsądku. Rażąco przekraczane są zalecenia, by ograniczyć się jedynie do usuwania gałęzi suchych, lub żywych, lecz wchodzących w kolizję z urządzeniami i budynkami. Masowe okaleczanie drzew w imię "pielęgnacji" w miastach lub całkowite wycinanie alej przydrożnych, pozostawia po sobie tak oczywisty i ponury krajobraz klęski ekologicznej, że widać otwarcie po owocach tych działań:
TEGO ROBIĆ NIE WOLNO!
Krajobraz zniszczenia i szpalery usychających drzew po tych działaniach, mówią wyraziście same za siebie - czas otworzyć oczy i zobaczyć, jaką Ziemię urządzamy sobie, naszym dzieciom i ich jeszcze nienarodzonym dzieciom. Drzewa rosną długo, a raz "popielęgnowane" – na zawsze pozostają kalekie. Według opinii ekspertów ogławiane drzewa w porównaniu z drzewami o naturalnych koronach, są drzewami chorymi – w naturalnym lesie byłyby to także drzewa chore. W społeczeństwie wzrasta ilość chorób serca i nowotworów. Musimy żyć wśród coraz bardziej pokaleczonych, czasami już zamierających drzewach po masowych w skali kraju "zabiegach pielęgnacyjnych".
Coraz częściej otaczają nas trwale poranione piłami spalinowymi drzewa.
Jakże inaczej czujemy się wśród ożywczej energii pięknych, naturalnych drzew!
Proceder okaleczania i usuwania drzew miejskich i przydrożnych nasila się z miesiąca na miesiąc w skali nie tylko naszego województwa, ale i całego kraju. Interwencje organizacji starających się powstrzymać to zjawisko są nierozumiane, a zapisy ustawy o ochronie przyrody oraz ustawy o drogach publicznych z dnia 21.03.1985 r. zabraniające usuwania, niszczenia i uszkadzania zadrzewień przydrożnych są lekceważone i pomijane. Decydenci zasłaniają się nieprzemyślanym, impulsywnym i sloganowym argumentem dbałości o zdrowie i życie kierowców.
Skąd czerpią wiedzę, że wycięcie alej poprawi akurat w Polsce bezpieczeństwo na drogach? Nie ma na to żadnego zbadanego potwierdzenia! Niemieckie doświadczenia mówią inaczej.
Racje przemawiające za istnieniem pięknych kilkudziesięcioletnich alej osłaniających nasze drogi przed dotkliwym upałem, wiatrem i nawiewanym zimą śniegiem są ignorowane. Nie bierze się pod uwagę ich wpływu na klimat, krajobraz, wpływ na mikrośrodowisko, bioflorę i biofaunę. Często rosną tam najstarsze drzewa w regionie.
Stare drzewa to główne siedlisko ściśle chronionego w Polsce i UE na mocy Konwencji
Berneńskiej i Dyrektywy Habitatowej chrząszcza pachnicy. Nasz region
jest głównym miejscem występowania tego chrząszcza w Polsce ze
względu na niespotykane gdzie indziej nagromadzenie starych drzew w krajobrazach
otwartych. Wycinka jest sprzeczna z polskim rozporządzeniem dotyczącym ochrony gatunkowej jak i dyrektywą 92/43/EWG.
Bywa, że wycinanie lub "pielęgnowanie" jest związane z łamaniem dyrektywy siedliskowej programu Natura 2000 UE, co grozi wprost solidnymi konsekwencjami finansowymi. Istnienie alej związane jest z jednolicie kulturowo kształtowanym przez wieki krajobrazem: od Meklemburgii po Kaliningrad – stanowią o urodzie i krajobrazie naszego kraju – są nieocenionej wartości.
Przedsięwzięcia Polskiego Klubu Ekologicznego i Towarzystwa Ochrony Krajobrazu mające zapobiec temu zjawisku rozpoczęte zostały ponad 2 lata temu, od próby ustanowienia Gdyni jako miasta kształtującego krajobraz urbanistyczny w sposób mądry i odpowiedzialny. Liczne rozmowy podjęte z prezydentem Gdyni i jego zastępcami, zakończyły się fiaskiem. Wysoka wartość drzew w majątku trwałym miasta jest pomijana.
W tej sytuacji, wraz ze stowarzyszeniem "Sadyba", podjęliśmy polityczne i legislacyjne działania interwencyjne, mające na celu likwidację luk prawnych umożliwiających masową wycinkę zadrzewień przydrożnych i niedopuszczalną "pielęgnację drzew".
Czy musimy czekać aż na ustanowienie prawa, by przestać robić błędy i milcząco przyzwalać na to postępujące zniszczenie?
W obecnym brzmieniu ustawy na drzewa w miastach i poza nimi nie mają praktycznie żadnego wpływu: konserwator przyrody, botanik, przyrodnik, dendrolog, ogrodnik, ekolog, architekt, urbanista i minister środowiska. Krajobraz za naszymi oknami kształtują ludzie z piłami. To oni decydują. Ludzie dla zysku odważyli się sięgnąć po drzewa z terenów zieleni i zadrzewień. Z przydrożnych alej znikają lipy, topole, jesiony, dęby – na opał i do tartaków. Bywa, że pieniądze przechodzą z ręki do ręki i nie ma faktur. Jak lawina poszerza się bezprawie na skalę kraju. Według codziennych, szacunkowych obserwacji, tylko z terenu Gdyni pozyskuje się rocznie conajmniej ok. 1000 m3 drewna użytkowego.
W Lasach Państwowych jest straż leśna która każdą kradzież ściga. Lecz drzewa z przydrożnych alej i miast są praktycznie bezpańskie.
Przypominamy, że drewno użytkowe pozyskane z terenów zieleni i zadrzewień zarządzanych przez jednostki skarbu państwa, jest własnością tegoż skarbu państwa ze wszystkimi tego prawnymi konsekwencjami.
Wielką wartością niezbywalną dla ludzi jest np. powietrze i woda płynąca w strumieniach i rzekach. Taką wartością jest również krajobraz w którym żyjemy - drzewa kształtują go w oczywisty sposób.
Jest to dobro ogólnoludzkie i podlega ochronie prawnej.
Nie zgadzamy się na jego nierozumne niszczenie.
Wraz z całym ruchem społecznym oczekujemy zdecydowanych działań na rzecz zatrzymania wyniszczania drzew i krajobrazu, oraz ludzi wśród nich żyjących.
koordynator kampanii PKE i TOK dla drzew miejskich i przydrożnych
– Zenon Kruczyński
Powrót do góry
|
|
|